Czym jest analiza XYZ — prostymi słowami

Czym jest analiza XYZ — prostymi słowami

Czym jest analiza XYZ

Analiza XYZ odpowiada na jedno pytanie: jak równo sprzedaje się każda pozycja z listy.

Nie „ile”, tylko właśnie „jak równo”. Dwie pozycje mogą dawać w roku ten sam przychód i zachowywać się przy tym zupełnie inaczej: jedna schodzi mniej więcej tak samo co miesiąc, druga pół roku stoi, a potem odchodzi naraz. Pieniądze te same, praca z nimi inna.

Metoda bierze sprzedaż w okresach — miesiącach, tygodniach, kwartałach — i dzieli pozycje na trzy grupy:

  • X — popyt równy, przyszłość przewidywalna;
  • Y — waha się, ale w zrozumiałych granicach;
  • Z — nierówno, planowanie według średniej nie działa.

Wartość nie leży w samych literach, tylko w tym, że po analizie lista przestaje być jednorodna. Pod X można trzymać mniejszy zapas i zamawiać według harmonogramu. Pod Z zapas jest albo drogi i bezpieczny, albo go nie ma i trzeba pogodzić się z brakami. Decyzja jest inna, a przed analizą podejmuje się ją tak samo dla całego asortymentu.

Dlaczego średnia nie wystarcza

Weźmy dwie pozycje i spójrzmy na sprzedaż kwartalną.

Pierwsza: 100, 105, 95, 100 sztuk. Druga: 40, 10, 210, 140 sztuk.

Średnia obu jest taka sama — 100 sztuk na kwartał. Raport, w którym jest tylko średnia, pokaże dwa identyczne wiersze. Tymczasem to dwa różne biznesy w jednej tabeli: pierwszą pozycję można zamawiać według harmonogramu i trzymać minimalny zapas, a druga przez jeden kwartał prawie się nie sprzedawała, a w następnym poszła pięć razy lepiej.

Analiza XYZ mierzy dokładnie tę różnicę — jak mocno wartości rozbiegają się wokół własnej średniej. Przy pierwszej pozycji rozrzut wynosi 3,5%, przy drugiej 79,7%. Pierwsza trafi do X, druga do Z.

Ta liczba nazywa się współczynnikiem zmienności i liczy się prościej, niż brzmi.

Jak się to liczy

Kroki są trzy i każdy da się sprawdzić na kalkulatorze.

  1. Liczymy średnią ze wszystkich okresów.
  2. Liczymy odchylenie standardowe — jak daleko średnio wartości odbiegają od tej średniej.
  3. Dzielimy jedno przez drugie i przeliczamy na procenty.

To ostatnie działanie to właśnie współczynnik zmienności:

CV = σ / μ × 100 %

CV
współczynnik zmienności, rozrzut w procentach średniej
σ
odchylenie standardowe sprzedaży w okresach
μ
średnia sprzedaż na okres

Dzielenie przez średnią jest tu najważniejsze. Bez niego rozrzut mierzyłoby się w sztukach i pozycji sprzedawanej tysiącami nie dałoby się porównać z tą, która schodzi dziesiątkami. A w procentach własnej średniej są porównywalne: 8% to równo i dla jednej, i dla drugiej.

Odchylenie standardowe liczy się tak:

σ = √( ( (x₁ − μ)² + (x₂ − μ)² + … + (xₙ − μ)² ) / N )

xᵢ
sprzedaż w okresie numer i
μ
średnia ze wszystkich okresów
N
ile jest okresów łącznie

Warto zwrócić uwagę na dzielenie przez N, a nie przez N − 1. To tak zwana postać populacyjna: opisujemy dokładnie te okresy, które są w pliku, a nie szacujemy z próby zachowanie czegoś większego. Narzędzie liczy tak samo — więc sprawdzając jego wynik w Excelu, trzeba wziąć ODCH.STAND.POPUL (starsza nazwa to ODCH.STANDARD.POPUL, po angielsku STDEV.P), a nie ODCH.STANDARDOWE. Na dwunastu miesiącach różnica między nimi jest widoczna: około 4%.

Sprawdźmy to na drugiej pozycji z przykładu wyżej. Średnia — 100. Odchylenia: −60, −90, +110, +40. Kwadraty: 3600, 8100, 12 100, 1600. Ich suma to 25 400, dzielimy przez 4 okresy — 6350, pierwiastek — 79,7. Dzielimy przez średnią 100 i wychodzi 79,7%.

X, Y i Z: skąd biorą się progi

Mając procent dla każdej pozycji, zostaje rozłożyć je na grupy. Domyślne granice są takie:

  • X — współczynnik zmienności poniżej 10%;
  • Y — od 10% do 25%;
  • Z — 25% i więcej.

Te liczby to branżowa umowa, a nie prawo natury, i w konkretnym przypadku mogą okazać się nie te. Sens mają prosty. Do 10% wahania nie przeszkadzają w planowaniu: odchylenie mieści się w zwykłym zapasie bezpieczeństwa. Powyżej 25% średnia przestaje cokolwiek przewidywać — zamawianie „jak zwykle” już nie działa.

Granice warto zmienić, gdy wynik przestaje rozróżniać pozycje. Jeśli w X znalazły się trzy pozycje z dwustu, a cała reszta trafiła do Z, raport nie mówi nic — trzeba podnieść progi i zobaczyć, gdzie dane same rozpadają się na grupy. I odwrotnie: sprzedaż tygodniowa waha się mocniej niż miesięczna po prostu dlatego, że okres jest krótszy — przy danych tygodniowych progi zwykle są wyższe.

W demonstracyjnym zestawie przy domyślnych granicach wyszło tak: 40 pozycji w X, 42 w Y i 38 w Z. Współczynnik zmienności w X — od 4 do 8,6%, w Y — od 13,1 do 21,5%, w Z — od 32,3 do 111,5%.

Co podać na wejściu

Plik jest prosty: wiersz to pozycja, kolumny to okresy.

  • Nazwa lub indeks — żeby dało się rozpoznać wiersz.
  • Liczbowe kolumny okresów: styczeń, luty, marzec i tak dalej. Mogą to być sztuki, litry, pieniądze — ważne, żeby we wszystkich kolumnach była ta sama wielkość.
  • Kolumny idą w porządku chronologicznym — od lewej do prawej.

To ostatnie nie jest prośbą o staranność, tylko wymogiem. Narzędzie nie próbuje odgadnąć chronologii z nazw kolumn: bierze je w takiej kolejności, w jakiej zostały wybrane. Samemu współczynnikowi zmienności kolejność jest obojętna, ale z tych samych danych liczy się wszystko pozostałe — wzrost, spadek, sezon — i tam pomylona kolejność daje błędną odpowiedź po cichu.

W wybranych kolumnach nie może być pustych komórek. Narzędzie sprawdza je przed obliczeniem i jeśli znajdzie lukę, nie idzie dalej: pokazuje listę takich wierszy i zostawia użytkownika na kroku wyboru kolumn. Tak samo zadziała myślnik, „b.d.” i każda inna adnotacja słowna — dla obliczeń to nie jest liczba.

Naprawia się to jednym ruchem: w pustą komórkę wpisuje się zero. Miesiąc bez sprzedaży to fakt, a nie brak danych, i zero mówi dokładnie to. Czego natomiast nie należy robić, to wstawiać w lukę średniej — dlaczego, omawiamy w częstych błędach.

Zero sprzedaży to nie Z

Osobno o pozycji, która nie sprzedała się ani razu.

Taki wiersz ma średnią równą zeru, a przez zero dzielić nie wolno — współczynnik zmienności dla niego nie istnieje. Narzędzie nie zgłasza błędu i nie wpisuje w jego miejsce zera: pozycja po prostu zostaje bez klasy. Jest w raporcie, widać ją, ale nie ma jej ani w X, ani w Y, ani w Z.

Zrobiono to celowo. Zaliczyć taką pozycję do Z znaczyłoby powiedzieć „popyt jest nieprzewidywalny”, choć powiedzieć o niej nie da się nic: popytu nie było. A zero zamiast współczynnika postawiłoby ją w jednym rzędzie z najrówniejszymi pozycjami asortymentu — czyli dokładnie odwrotnie.

Praktyczny wniosek: jeśli pozycji bez klasy jest dużo, to diagnoza samego zestawu danych. Najpewniej do pliku trafił pełny katalog indeksów zamiast tych pozycji, którymi rzeczywiście się handlowało.

Ile okresów potrzeba

Formalnie współczynnik zmienności liczy się i z trzech liczb. Praktycznie trzy punkty nie mówią prawie nic: jedna przypadkowa wyprzedaż i pozycja jedzie do Z.

Rozsądne minimum to 12 okresów, czyli rok w miesiącach. Daje to dwie rzeczy naraz: stabilny rozrzut i możliwość zobaczenia sezonu. Przy mniejszej liczbie okresów trzeba pamiętać, że widać wycinek, a nie zachowanie pozycji.

I odwrotnie, zbyt długi okres przeszkadza: sprzedaż za trzy lata pokaże „równo” tam, gdzie w pierwszym roku pozycja sprzedawała się dwa razy gorzej niż w trzecim. Wtedy lepiej porównać dwa roczne obliczenia ze sobą, niż liczyć jedno na całą historię.

Jak czytać raport

Raport analizy XYZ: kolumny ze sprzedażą miesięczną, współczynnik zmienności i klasa każdej pozycji

W raporcie do kolumn użytkownika dochodzą dwie: współczynnik zmienności i klasa. Cała reszta to plik w niezmienionej postaci, wiersz w wiersz.

Czytać go warto w takiej kolejności.

  1. Najpierw cały rozkład na klasy. Ile pozycji jest w każdej grupie — to obraz asortymentu. Jeśli w Z jest więcej niż jedna trzecia pozycji, rzecz najpewniej nie w nich, tylko w okresie obserwacji albo w samych danych.
  2. Potem Z malejąco według wolumenu. Duża pozycja z nierównym popytem to zamrożone pieniądze i ryzyko naraz, i właśnie od niej zaczyna się praca.
  3. Potem X. To kandydaci do zmniejszenia zapasu i do automatycznego zamawiania: przy nich planowanie działa.

Czego w raporcie szukać nie trzeba, to prognozy. Analiza XYZ nie mówi, ile sprzeda się w przyszłym miesiącu. Mówi, czy na średniej sprzedaży tej pozycji można w ogóle polegać — to inna, skromniejsza i znacznie pewniejsza odpowiedź.

Co robić z każdą klasą

X — równy popyt. Trzymać mniejszy zapas i zamawiać według harmonogramu. Tu działa automatyzacja: punkt zamówienia, minimalny stan, regularna dostawa. Pieniądze oszczędzone na magazynie biorą się głównie stąd.

Y — waha się w zrozumiałych granicach. Zapas bezpieczeństwa jest potrzebny, ale niewielki. Warto sprawdzić, skąd bierze się wahanie: jeśli powtarza się rok do roku, to sezon i da się go zaplanować; jeśli nie — to po prostu nierówny popyt.

Z — nierówno. Tu wybór jest świadomy i zawsze jest kompromisem. Albo trzyma się drogi zapas bezpieczeństwa, albo godzi się z tym, że pozycji czasem nie będzie, albo pracuje się na zamówienie. Czego nie wolno, to stosować do Z tych samych reguł co do X: właśnie z tego bierze się i przepełniony magazyn, i braki jednocześnie.

I reguła ogólna: im większa pozycja, tym droższy błąd. Dlatego XYZ prawie nigdy nie stosuje się samodzielnie — łączy się ją z analizą ABC, która dzieli tę samą listę według wkładu w wynik. O tym jest następny artykuł serii.

Częste błędy

Porównywanie współczynników zmienności różnych wielkości. Rozrzut sprzedaży w sztukach i rozrzut przychodu w pieniądzach to dwie różne liczby i klasa może z nich wyjść różna. Liczyć trzeba na jednej wielkości.

Uznawanie Z za synonim „źle”. Do Z trafia wszystko, co się waha — w tym pozycje sezonowe i nowości, które dopiero zaczęły się sprzedawać. W demonstracyjnym zestawie z 38 pozycji klasy Z trzy okazały się sezonowe, dwie rosną, jedna wygasa, a jedna przestała się sprzedawać zupełnie. To sześć różnych decyzji, a litera jedna.

Przykład z tego samego zestawu. Największa pozycja asortymentu to kawa ziarnista, która od czerwca do sierpnia daje 56,3% swojej rocznej sprzedaży. Jej współczynnik zmienności to 76,8%, czyli jest pewnie w Z. Ale popyt na nią nie jest „nieprzewidywalny” — jest przewidywalny doskonale, tylko nie według średniej rocznej. Analiza XYZ tego rozróżnienia nie robi: widzi rozrzut i nie widzi, że rozrzut złożył się w sezon. Jak narzędzie oddziela sezon od nierównego popytu — w trzecim artykule serii.

Wypełnianie luk średnią. Wypełnić je trzeba — bez tego narzędzie nie zacznie obliczeń — ale wstawia się tam średnią, żeby „nie psuć statystyki”, i osiąga dokładnie odwrotny skutek: pozycja, której przez pół roku nie było na stanie, wygląda na równo sprzedającą się, a jej rozrzut wychodzi mniejszy niż w rzeczywistości. Właściwa wartość to zero.

Liczenie na zbyt krótkich okresach. Sprzedaż tygodniowa waha się mocniej niż miesięczna z samej swojej natury, a nie dlatego, że popyt jest gorszy. Dane tygodniowe potrzebują własnych progów.

Co dalej

XYZ odpowiada na pytanie „jak przewidywalnie”. Analiza ABC odpowiada na inne — „ile to daje”. Naprawdę decyzje zapadają na przecięciu: pozycja, która daje dużo pieniędzy i zachowuje się przy tym nieprzewidywalnie, wymaga uwagi w pierwszej kolejności, a równy ogon nie wymaga jej prawie wcale.

Policz własny plik

Wgraj sprzedaż miesięczną i zobacz, jaka część asortymentu jest naprawdę przewidywalna. Obliczenia idą prosto w przeglądarce — plik nigdzie nie jest wysyłany.

Otwórz analizę XYZ