Dlaczego nikt nie chce oddawać zestawienia sprzedaży
Plik potrzebny do analizy ABC albo XYZ to nie jest „zwykła tabelka”. Jest w nim cały asortyment, wolumeny, ceny, czasem nazwy kontrahentów albo klientów. Z takiego zestawienia widać, na czym zarabiasz, gdzie masz zapaść, jaka jest twoja marża i jak bardzo zależysz od jednego dostawcy. To dokładnie ten zestaw liczb, którego nie pokazuje się osobom z zewnątrz.
Dlatego każdy, kto zamierza policzyć swój asortyment w serwisie online, zadaje najpierw nie pytanie „jak to działa”, tylko „gdzie trafi mój plik”. I to jest właściwe pytanie: w aptece, w centrum medycznym czy w biurze rachunkowym to ty będziesz za to odpowiadać.
Zwykle odpowiedź jest długa: gdzie stoją serwery, jak szyfrowane jest połączenie, po ilu dniach wszystko jest usuwane, jaką umowę podpisujemy. Tutaj odpowiedź jest krótsza: plik nigdzie nie trafia — zostaje w twojej przeglądarce i tam zostanie policzony. Dalej po kolei: dlaczego to w ogóle możliwe i jak przekonać się o tym samodzielnie, nie biorąc niczego na wiarę.
Dokąd zwykle jedzie twój plik
Narzędzia online, do których wszyscy przywykli, działają w jeden sposób: wybierasz plik, przeglądarka wysyła go na serwer, program na serwerze go czyta i liczy, a z powrotem przychodzi gotowa strona z wynikiem. W tym momencie twoje zestawienie leży na cudzym komputerze. Dalej wszystko zależy od cudzej dyscypliny: jak długo jest przechowywane, którzy pracownicy mają do niego dostęp, co trafia do kopii zapasowych, co zostaje w logach.
Program na komputerze działa odwrotnie: jest zainstalowany u ciebie, liczy u ciebie, a plik nigdzie się nie rusza. Właśnie dlatego łatwiej go zaakceptować — nie ma tam czemu wyciec. Cena jest znana: instalacja na każdym stanowisku, aktualizacje, licencje, „a ja mam Maca”, „a księgowa ma stary laptop”.
Jest trzeci wariant i nie pojawił się wczoraj: to program jedzie do danych, a nie dane do programu. Przeglądarka pobiera moduł obliczeniowy — tak samo jak pobiera obrazki i fonty strony — i dalej liczy u ciebie. Z zewnątrz wygląda to jak zwykła strona. W środku jest bliżej programu na komputerze, którego nie trzeba instalować.
Jak to działa u nas
Przeglądarka od wielu lat potrafi wykonywać nie tylko skrypty strony, ale i prawdziwe skompilowane programy. Technologia nazywa się WebAssembly; działają na niej na przykład edytory zdjęć i serwisy map w przeglądarce, gdzie odsyłanie każdej czynności na serwer byłoby absurdem.
Nasz silnik obliczeniowy jest napisany w języku Rust i skompilowany do takiego modułu. Kiedy otwierasz stronę analizy, przeglądarka pobiera go raz, razem z samą stroną. Potem pracuje już tylko twoje urządzenie:
- plik XLSX wybierasz ty, a czyta go twoja przeglądarka;
- parsowanie tabeli, sprawdzenie kolumn, wszystkie obliczenia, macierz klas i rekomendacje liczą się na twoim komputerze;
- raport rysuje się tam samo, a eksport do XLSX również powstaje w przeglądarce.
Jest efekt uboczny, który łatwo zauważyć: szybkość zależy od twojej maszyny, a nie od naszego obciążenia. Dziesiątki tysięcy wierszy przetwarzają się w sekundy — i nie ma ich gdzie przetwarzać poza twoim komputerem.

Stąd rzecz najważniejsza. Na nasze serwery nie trafia ani plik, ani żaden jego wiersz, ani nazwy kolumn, ani wyniki — klasy, współczynniki, wskaźniki zbiorcze, macierz — ani rekomendacje, ani wyeksportowany raport. Granicę twojego urządzenia przekracza tylko to, bez czego strona w ogóle nie działa: logowanie, płatność i wiadomość z formularza kontaktowego, jeśli ją wyślesz. To właśnie pokazuje schemat; pełny wykaz, aż po listę adresów, jest na osobnej stronie Jak działa przepływ danych.
I konsekwencja, do której trudno przywyknąć jako do zalety: nie wiemy, co analizowałeś, i nie wiemy nawet, czy w ogóle uruchomiłeś analizę. Nie mamy i nie możemy mieć metryki „ile razy wykonano obliczenia” — nie da się jej zebrać, nie otrzymując twoich danych.
Sprawdzenie pierwsze: wyłącz internet
To najprostszy sposób, żeby się upewnić, i nie wymaga ani specjalistycznej wiedzy, ani zaufania do naszych słów. Program, który potrzebuje serwera, bez sieci nie działa — więc jeśli analiza przechodzi bez sieci, serwer nie jest jej potrzebny.
- Zaloguj się na swoje konto jak zwykle.
- Otwórz stronę potrzebnej analizy i daj jej się w pełni załadować. To istotne: moduł obliczeniowy przyjeżdża razem ze stroną, więc sieć trzeba wyłączyć po tym, jak strona się otworzyła, a nie przed.
- Wyłącz internet — wyjmij kabel, wyłącz Wi-Fi albo włącz tryb samolotowy.
- Wybierz plik XLSX, zaznacz kolumny, naciśnij „Wygeneruj raport”.
- Naciśnij „Zapisz do xlsx”.
Raport się zbuduje. Plik eksportu się pobierze. Gdyby obliczenia wymagały wysłania danych, nie stałoby się ani jedno, ani drugie.
Dokładnie tak powstały oba obrazki poniżej: zestawienie demonstracyjne 120 pozycji ze sprzedażą miesięczną za rok, analiza XYZ+ABC, internet wyłączony zaraz po tym, jak strona się otworzyła.

Macierz to wynik dwóch przekrojów naraz. Litera ABC mówi o wkładzie: ile pozycja dała przez cały okres. Litera XYZ — o stabilności: jak równo sprzedawała się z miesiąca na miesiąc. Pozycja AX daje dużo i sprzedaje się równo, CZ — mało i zrywami, a decyzje wobec nich są przeciwne. Jak liczone są klasy A, B i C, rozłożone jest na czynniki w artykule Czym jest analiza ABC — prostymi słowami.
Razem z raportem bez sieci powstał też panel rekomendacji — buduje się on z twoich własnych danych i tak samo nigdzie nie jest wysyłany.

Jedną rzecz warto wiedzieć wcześniej, żeby się nie zdziwić. Dopóki sieci nie ma, cała strona jest bez łączności: nie przejdziesz na inną podstronę ani nie przeładujesz bieżącej — strony przyjeżdżają po sieci. Obliczenia mimo to idą. Kiedy skończysz, włącz internet z powrotem; raport na ekranie się od tego nie zmieni.
Sprawdzenie drugie: zakładka „Sieć”
Jeśli nie chcesz nic odłączać, jest sposób surowszy — popatrzeć, co przeglądarka wysyła w trakcie analizy. Narzędzie do tego jest wbudowane w każdą przeglądarkę i nie trzeba być programistą, żeby z niego skorzystać.
- Na stronie analizy naciśnij F12 (w Safari — najpierw włącz menu programisty w ustawieniach).
- Otwórz zakładkę „Sieć” (Network) i wyczyść listę.
- Przeprowadź analizę zwykłym trybem.
- Popatrz na wiersze, które pojawiły się między wyborem pliku a pokazaniem raportu.
Co zobaczysz: odwołania licznika odwiedzin (Google Analytics — jest na wszystkich stronach serwisu, także na tej, i liczy wyświetlenia stron) — i nic, co miałoby związek z twoim plikiem. Ani do naszej domeny, ani do żadnej innej. Przydatny szczegół: zapytania, które coś wysyłają, mają niezerowy rozmiar wysłanych danych, więc można posortować listę po tej kolumnie i upewnić się, że nie było czego wysyłać.
I nie jest to kwestia ustawień. Adresu, który przyjmuje plik albo wyniki analizy, w aplikacji po prostu nie ma — takiego obsługiwacza nie ma w kodzie, więc nie ma też sposobu, żeby włączyć go ptaszkiem.
Druga strona medalu
Uczciwie o tym, co wynika z tej samej architektury i czym się za nią płaci.
Nie odtworzymy twojej analizy. Zamknięta karta zabiera ją ze sobą: kopii nie było nigdzie poza twoją przeglądarką. Dlatego eksportuj raport do XLSX, jeśli jeszcze ci się przyda.
Nie widzimy, co u ciebie poszło nie tak. Jeśli plik się nie sparsował albo wynik wygląda dziwnie, wsparcie nie ma twojego zestawienia, żeby na nie spojrzeć — trzeba będzie opisać to słowami albo złożyć przykład na danych zanonimizowanych.
Liczy twój komputer. Przy bardzo dużych plikach szybkość opiera się o twoją maszynę, a nie o nasz serwer. Druga strona tego samego — na zwykłym laptopie dziesiątki tysięcy wierszy przechodzą w sekundy i nie ma żadnej kolejki do serwera.
Strona analizy to mimo wszystko strona internetowa. Przyjeżdża po sieci, działa na niej licznik odwiedzin, a aktualizujemy ją tak samo jak każdą stronę. Dlatego utrzymujemy osobną stronę z opisem przepływu danych i aktualizujemy ją tym samym wdrożeniem, które zmienia cokolwiek z opisanego: każde nowe odwołanie do serwera, każdy nowy skrypt z zewnątrz. Nieaktualny opis to nie nieścisłość marketingowa, tylko nieprawdziwe stwierdzenie postawione przed tym, kto nas sprawdza.
Co wypróbować
Najbardziej przekonujące sprawdzenie to takie, które zrobiłeś sam. Zajmuje pięć minut i nie wymaga niczego poza twoim zwykłym plikiem: otwórz stronę analizy, poczekaj, aż się załaduje, wyłącz Wi-Fi i policz.
Jeśli po tym zechcesz zagłębić się w same metody, są osobne omówienia: czym jest analiza ABC i kompleksowe ABC po dwóch wskaźnikach naraz.
Policz i sprawdź sam
Wgraj miesięczne zestawienie sprzedaży i dostań podział według wkładu i według stabilności popytu. A potem powtórz to samo z wyłączonym internetem — wynik będzie taki sam.
Otwórz analizę XYZ+ABC
